Dzisiaj Leon, za miesiąc Don Leo.
15 wrzesień, 2008
Na nie cały miesiąc przed ważnymi meczami z Czechami i Słowacją sytuacja nie jest kolorowa, a raczej wręcz patowa. Już widzę pierwsze strony gazet w dniu meczu z Pepiczkami. Zapewne będzie to mecz o życie dla naszych reprezentantów. Przegląd Sportowy prawdopodobnie zastanawiać się będzie, czy nasz Leon spełni oczekiwania prezesa Listkiewicza i wypełni ultimatum. Fakt już po Mistrzostwach Europy skreślił Holendra i jego pomysł na kadrę, więc albo znajdzie dzień przed meczem w pokoju Boruca Panią Martę Alf, albo w imieniu wszystkich polskich znawców piłki kopanej będzie liczył na cud. Gazeta Wyborcza, jak to w swoim zwyczaju, pokusi się o optymistyczne i pełne otuchy słowa, przypominając, że już nie pierwszy raz czeka nas odbijanie się od dna i budowanie wszystkiego od nowa.
Pan Szpakowski, który na 99% będzie komentatorem meczu w Chorzowie, wywoła magię Stadionu Śląskiego, bo przecież nie takie wydarzenia miały miejsce w Kotle Czarownic.
Polacy są specjalistami od sytuacji fatalnych. Kiedy nie gramy w roli faworyta, kiedy wszyscy odwracają się od nas plecami, kiedy atmosfera jest po prostu mierna, to potrafimy się pozbierać i zagrać dobry mecz. Przecież potrafiliśmy toczyć emocjonujące boje z Anglikami i Portugalczykami w poprzednich eliminacjach.
Jako wieczny optymista, wierzę w udane zakończenie eliminacji w roku 2008. Zwycięstwo z Czechami i Słowacją są jak najbardziej do osiągnięcia. Graliśmy na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii, potem cztery lata później w Niemczech, więc nie powinno nas zabraknąć na Mundialu w RPA. Mamy pewny ciąg wielkich imprez. Do tego dochodzą Mistrzostwa Starego Kontynentu w tym roku i przecież za cztery lata w naszej ojczyźnie. Szkoda byłoby przerwać ten cykl. Poza tym nie wyobrażam sobie sytuacji, w której już na samym starcie tracimy szanse na awans. Czekam, może nie na wielki come back, ale na 6 punktów na pewno.
Dlatego, drodzy krytycy i pesymiści, macie jeszcze nie cały miesiąc na swoje smętne gadanie. Na oskarżanie, na ironiczne uśmiechy, na idiotyczne internetowe komentarze, na szukanie skandali i obrzucanie mięsem wszystkich za wszystko, na zwalnianie i na deportacje. Nie cały miesiąc. Potem znowu wrócicie do normalności. I wróci też wasz Don Leo.