Na kacu
7 wrzesień, 2008
Tradycyjnie już czekałem na wczorajszy mecz z całkiem sporymi nadziejami. Jaku urodzony optymista starałem się zauważać tylko pozytywy przed meczem ze słabiutką Słowenią. Przez pierwsze dwa kwadranse spotkania wszystko szlo po mojej myśli. Po cichu liczyłem, że sprawdzi się moje 3-0 typowane przed meczem. Nie sprawdziło się.
Po 30 minutach czar prysł, organizacja gry padła, chęci odeszły, a kreatywność naszych piłkarzy spadła do poziomu piłki podwórkowej. Nie lubię krytykować, ganić i wymądrzać się, ale nasi grali po prostu słabo, jak diabli. Nie potrafię zrozumieć, czemu grający na jednej stronie Krzynówek i Kowalczyk nie zamienili ani jednego spostrzeżenia w czasie meczu. Przecież ich współpracy daleko było do przynajmniej do poziomu średniego. Czy Ci panowie nie widzieli się na boisku?
Roger dalej jest chyba bardziej zagadką przyrodniczą dla naszych piłkarzy niż kumplem z Reprezentacji. Rozumiem, że ktoś może być w gorszej formie, ale skoro trener uważa , że powinien on grać, to reszta zawodników ma obowiązek to uszanować i grać jak jeden team. Nasi nawet tego nie potrafili uczynić.
Staram się zrozumieć decyzję Leo w sprawie wprowadzenia Saganowskiego. Nie zgodzę się, że w przypadku powołań do kadry nie ma konsekwencji. Z logicznego punktu widzenia pojawienie się Marka na boisku było oczywiste. Brożek wiadomo, kontuzja i nie zagrałby nawet na 70% a potrzebny jest nie tylko Reprezentacji, ale również w Wiśle w Pucharze UEFA. Smolarek zmieniał klub i NIE GRAŁ, więc cudotwórcą stać się nie mógł. Przy typowo fizycznym i siłowym futbolu prezentowanym przez Słoweńców nie miał szans na dobrą grę. Lewandowski to z kolei jeszcze młokos i mógłby nie wytrzymać presji wyniku, odpowiedzialności itd. Dlatego padło na Sagana. Prosty rachunek.
Mam tylko jeden żal. Czemu ze słabiutką Słowenią, piłkarskim ogórkami zagraliśmy z jednym i to jeszcze nienominalnym napastnikiem. Przecież Piszczek to bardziej skrzydłowy, niż snajper. Czemu na własnym boisku zagraliśmy w defensywnym ustawieniu, skoro Słowenia to marny przeciwnik. Gdyby u boku Piszczka zagrał Lewandowski, z pewnością ciężar odpowiedzialności nie byłby tak ogromny na barkach młodego Lechity. Czego obawiał się Leo? Nie ryzykujesz, to nie wygrywasz.
Nie zdominowaliśmy środka pola, mimo pięciu zawodników tej formacji, w ataku nie kąsaliśmy przeciwników, w defensywie gubiliśmy się. Gra opierała się TYLKO na rajdach Krzynówka i Błaszczykowskiego. Fabiański godnie zastąpił kolegę Boruca. Żewłakow był o klasę lepszym kapitanem, niż Maciek Żurawski.
Do środy leczymy kaca. W San Marino inny wynik niż zwycięstwo nie wchodzi w rachubę. W przeciwnym wypadku czeka nas już tylko odwyk.
7 wrzesień, 2008 at 8:03 pm
System gry 4-5-1 wcale nie jest defensywny.Liczba piłkarzy podłączających sie do akcji ofensywnycj jest własciwie taka sama jak przy 4-4-2 a wachlarz mozliwości szerszy(dzięki 2 defensywnym pomcnikom asekurającym wchodzących obrońców).Moją uwage zwróciła raczej bardzo asekuracyjna gra bocznych obrońców.W dzisiejszym futbolu duża część ofensywy zależy od nich.I tu szukałbym przyczyn porażki.Samo ustawienie powinno być stosowane w każdym meczu takie samo w celu lepszego zgrania ekipy(asekuracja,schematy akcji,podania na pamięć),jedynienie wyważenie akcentów powinniśmy dostosowywać do klasy przeciwnika.Taka jest moja koncepcja:P Bardzo fajny blog,trzymaj tak dalej.POzdrowionka:)
7 wrzesień, 2008 at 8:12 pm
fachowiec wszystko wyjaśnił :D